23.07.2016

anjycamrofnI aktoN

Fru-stra-cja.
Nie napisałam niczego od ponad tygodnia, choć odczułam to tak, jakby minęły lata. Gdy zakładałam to miejsce, byłam przekonana, że każdy mój dzień będzie taki sam — smutna, przytłaczająca monotonia. Będziesz mieć całe dnie na pisanie — mówiłam sobie. A potem zaczęło się tyle dziać, że ledwo miałam czas napisać cokolwiek. Po co w ogóle się za to zabierałam? Dlaczego uznałam to za dobry pomysł? Przecież nie mam zapału i to nie pierwsza rzecz, którą tak zaniedbałam. Ja nawet nie mam tu żadnych czytelników. Sens istnienia jest śmiesznie nieistniejący.
Nat-chnie-nie
Czasem nachodzi mnie coś na kształt weny, gdy po północy leżę na łóżku, wygrzebując bolesne wspomnienia z zakamarków pamięci i użalam się nad sobą, by rano o tym zapomnieć. To takie moje minikatharsis — daje ulotne poczucie świeżego startu. Lubię moje zdołowane noce. Gdy ktoś przeżywa je ze mną, nie tylko dlatego, że z nim piszę, ale dlatego, że piszę z nim O TYM, co się aktualnie dzieje w mojej głowie, to ironicznie w tym smutku jestem szczęśliwa, bo skupiam uwagę na sobie, uspokajając wewnętrzny głosik egoisty.
E-mo-cje
Gdy brakuje mi bodźców ze strony otoczenia po prostu nie piszę. To, co się pojawia, zarówno tutaj, jak i gdziekolwiek indziej, przepełnione jest emocjami. Ciężko się pisze gdy tych odczuć nie ma, a przynajmniej takich, które pomagają pisać. W moim przypadku tym uczuciem jest smutek, najwięcej piszę gdy jestem smutna. Paradoksalnie jednak najlepsze moje „prace”, w opinii zarówno mojej, jak i innych, powstają gdy nie mam określonego, silnego nastroju. Tak łatwiej jest się chyba wczuć w bohatera, którego kreujemy.
Bez-rad-ność
Najwygodniej pisze mi się o samej sobie, o moich przeżyciach, o moich odczuciach, o moich myślach. To uniwersalny temat, można zagłębiać się w nieskończoną ilość warstw swojej osobowości, a w każdym tekście zawrzeć coś innego. Swoje postacie buduję na solidnej podstawie — na sobie. Chociaż zaskoczył mnie wynik drugiego wyzwania — Maks praktycznie w ogóle nie przypomina mnie (poza tym, że ja też nie płaczę na pogrzebach) a został wykreowany bardzo akuratnie. To było prawdziwe wyzwanie — nie sam tekst, lecz jego bohater.

Słowem podsumowania — to notka informacyjna pisana po północy w przypływie pseudo weny. Będę pisała, gdy będzie o czym pisać (poza mną).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz