Fru-stra-cja.
Nie napisałam niczego od ponad
tygodnia, choć odczułam to tak, jakby minęły lata. Gdy zakładałam to miejsce,
byłam przekonana, że każdy mój dzień będzie taki sam — smutna, przytłaczająca
monotonia. Będziesz mieć całe dnie na pisanie — mówiłam sobie. A potem zaczęło
się tyle dziać, że ledwo miałam czas napisać cokolwiek. Po co w ogóle się za to
zabierałam? Dlaczego uznałam to za dobry pomysł? Przecież nie mam zapału i to
nie pierwsza rzecz, którą tak zaniedbałam. Ja nawet nie mam tu żadnych
czytelników. Sens istnienia jest śmiesznie nieistniejący.
Nat-chnie-nie
Czasem nachodzi mnie coś na
kształt weny, gdy po północy leżę na łóżku, wygrzebując bolesne wspomnienia z
zakamarków pamięci i użalam się nad sobą, by rano o tym zapomnieć. To takie
moje minikatharsis — daje ulotne poczucie świeżego startu. Lubię moje zdołowane
noce. Gdy ktoś przeżywa je ze mną, nie tylko dlatego, że z nim piszę, ale
dlatego, że piszę z nim O TYM, co się aktualnie dzieje w mojej głowie, to
ironicznie w tym smutku jestem szczęśliwa, bo skupiam uwagę na sobie,
uspokajając wewnętrzny głosik egoisty.
E-mo-cje
Gdy brakuje mi bodźców ze strony
otoczenia po prostu nie piszę. To, co się pojawia, zarówno tutaj, jak i
gdziekolwiek indziej, przepełnione jest emocjami. Ciężko się pisze gdy tych
odczuć nie ma, a przynajmniej takich, które pomagają pisać. W moim przypadku tym
uczuciem jest smutek, najwięcej piszę gdy jestem smutna. Paradoksalnie jednak
najlepsze moje „prace”, w opinii zarówno mojej, jak i innych, powstają gdy nie
mam określonego, silnego nastroju. Tak łatwiej jest się chyba wczuć w bohatera,
którego kreujemy.
Bez-rad-ność
Najwygodniej pisze mi się o samej
sobie, o moich przeżyciach, o moich odczuciach, o moich myślach. To uniwersalny
temat, można zagłębiać się w nieskończoną ilość warstw swojej osobowości, a w
każdym tekście zawrzeć coś innego. Swoje postacie buduję na solidnej podstawie
— na sobie. Chociaż zaskoczył mnie wynik drugiego wyzwania — Maks praktycznie w
ogóle nie przypomina mnie (poza tym, że ja też nie płaczę na pogrzebach) a
został wykreowany bardzo akuratnie. To było prawdziwe wyzwanie — nie sam tekst,
lecz jego bohater.
Słowem podsumowania — to notka
informacyjna pisana po północy w przypływie pseudo weny. Będę pisała, gdy
będzie o czym pisać (poza mną).