Wyjrzałam dziś przez okno i zauważyłam, że drzewa poruszają się na wietrze. To nie tak, że wcześniej nie miałam o tym pojęcia, nie nie. Było to po prostu banalnie oczywiste.
Takich rzeczy jest od groma - banalnie oczywistych. I nie zastanawiam się nad tym, że świat się porusza, że źdźbła trawy kołyszą się na wietrze, że kwiaty zamykają pączki, gdy chyli się ku wieczorowi. Chłodny wiatr oczyszcza moją skórę. Patrzę przez otwarte okno. A moje niebo jest pastelowe, tak pięknie ciemnoniebiesko-różowo-liliowo-błękitne. A ptaki krążą na moim niebie. A ja odganiam owady ręką, obserwuję las, wdycham woń starości. Mój mały świat - brakuje kawy i papierosa. Szum ulicy, ćwierkanie, głosy - tu zastygnę, zostanę, umrę.