Wyjrzałam dziś przez okno i zauważyłam, że drzewa poruszają się na wietrze. To nie tak, że wcześniej nie miałam o tym pojęcia, nie nie. Było to po prostu banalnie oczywiste.
Takich rzeczy jest od groma - banalnie oczywistych. I nie zastanawiam się nad tym, że świat się porusza, że źdźbła trawy kołyszą się na wietrze, że kwiaty zamykają pączki, gdy chyli się ku wieczorowi. Chłodny wiatr oczyszcza moją skórę. Patrzę przez otwarte okno. A moje niebo jest pastelowe, tak pięknie ciemnoniebiesko-różowo-liliowo-błękitne. A ptaki krążą na moim niebie. A ja odganiam owady ręką, obserwuję las, wdycham woń starości. Mój mały świat - brakuje kawy i papierosa. Szum ulicy, ćwierkanie, głosy - tu zastygnę, zostanę, umrę.
Porzucone
4.06.2018
23.07.2016
anjycamrofnI aktoN
Fru-stra-cja.
Nie napisałam niczego od ponad
tygodnia, choć odczułam to tak, jakby minęły lata. Gdy zakładałam to miejsce,
byłam przekonana, że każdy mój dzień będzie taki sam — smutna, przytłaczająca
monotonia. Będziesz mieć całe dnie na pisanie — mówiłam sobie. A potem zaczęło
się tyle dziać, że ledwo miałam czas napisać cokolwiek. Po co w ogóle się za to
zabierałam? Dlaczego uznałam to za dobry pomysł? Przecież nie mam zapału i to
nie pierwsza rzecz, którą tak zaniedbałam. Ja nawet nie mam tu żadnych
czytelników. Sens istnienia jest śmiesznie nieistniejący.
Nat-chnie-nie
Czasem nachodzi mnie coś na
kształt weny, gdy po północy leżę na łóżku, wygrzebując bolesne wspomnienia z
zakamarków pamięci i użalam się nad sobą, by rano o tym zapomnieć. To takie
moje minikatharsis — daje ulotne poczucie świeżego startu. Lubię moje zdołowane
noce. Gdy ktoś przeżywa je ze mną, nie tylko dlatego, że z nim piszę, ale
dlatego, że piszę z nim O TYM, co się aktualnie dzieje w mojej głowie, to
ironicznie w tym smutku jestem szczęśliwa, bo skupiam uwagę na sobie,
uspokajając wewnętrzny głosik egoisty.
E-mo-cje
Gdy brakuje mi bodźców ze strony
otoczenia po prostu nie piszę. To, co się pojawia, zarówno tutaj, jak i
gdziekolwiek indziej, przepełnione jest emocjami. Ciężko się pisze gdy tych
odczuć nie ma, a przynajmniej takich, które pomagają pisać. W moim przypadku tym
uczuciem jest smutek, najwięcej piszę gdy jestem smutna. Paradoksalnie jednak
najlepsze moje „prace”, w opinii zarówno mojej, jak i innych, powstają gdy nie
mam określonego, silnego nastroju. Tak łatwiej jest się chyba wczuć w bohatera,
którego kreujemy.
Bez-rad-ność
Najwygodniej pisze mi się o samej
sobie, o moich przeżyciach, o moich odczuciach, o moich myślach. To uniwersalny
temat, można zagłębiać się w nieskończoną ilość warstw swojej osobowości, a w
każdym tekście zawrzeć coś innego. Swoje postacie buduję na solidnej podstawie
— na sobie. Chociaż zaskoczył mnie wynik drugiego wyzwania — Maks praktycznie w
ogóle nie przypomina mnie (poza tym, że ja też nie płaczę na pogrzebach) a
został wykreowany bardzo akuratnie. To było prawdziwe wyzwanie — nie sam tekst,
lecz jego bohater.
Słowem podsumowania — to notka
informacyjna pisana po północy w przypływie pseudo weny. Będę pisała, gdy
będzie o czym pisać (poza mną).
Subskrybuj:
Posty (Atom)